poniedziałek, 26 maja 2014

twenty thre

Wreszcie powrót do normy? Radość? Szczęście? Nie, nie, nie chociaż tak by się mogło wydawać. Ale nigdy już nie będzie jak kiedyś, każde z nich popełniło jakiś błąd, każde w pewien sposób zawiodło ale takie jest życie, żaden człowiek nie jest idealny. Ale to właśnie przeszłość nas kształtuje, zmienia nas, a człowiek jako istota rozumna przechowuje wydarzenia które miały już miejsce i stara się nie popełniać błędów, które kiedyś zrobił.
 Każda chwila w naszym życiu nieubłaganie szybko staje się przeszłością, nawet czyny i zachowania ludzi którzy ją tworzą. Minął tydzień od momentu kiedy się pogodzili, jakby wszystko na nowo między nimi się budowało. Na nowo zaczynali sobie ufać, poznawali się od nowa. Właśnie w tym momencie siedzieli wszyscy w ogrodzie, przy niewielkim ognisku, Zayn trzymał małą Vic na kolanach, a Destiny wpatrywała się w ten obraz z uśmiechem. Znów tu był, dawał z siebie co najlepsze, Niall zrozumiał całą sytuację i był zadowolony z ich szczęścia. Tylko ich szczęście się liczyło tu i teraz, piątki chłopców i dwóch księżniczek, które zawsze będą ważne w ich życiu.
- Czemu nikt nie mówił, że ta kiełbasa taka ostra? - zaczął krzyczeć jak opętany Hazza.
- A pytałeś? - dodała z rozbawieniem Des.
- Zrobiłaś to specjalnie! teraz będę kichał pół nocy!
- To śpisz na zewnątrz!
Wszyscy wybuchli śmiechem, tego było im trzeba, wspólnie spędzonego czasu, rozmowy. Nagle Zayn wstał, a każdy zdążył zauważyć, że najmłodsza z nich zasnęła na rękach ojca. Zmierzał z małą do pokoju, a za nim szał Des. Stanęła w progu drzwi i przyglądała się jak kładzie Vic do łóżeczka. Malik usiadł na łóżku i gestem dłoni zachęcił Destiny, żeby usiadła obok niego.
- Jestem największym szczęściarzem na ziemi dzięki wam wiesz?
-Zayn...
-Nie przerywaj mi dobrze? Chciałbym żebyś wiedziała, że to był największy błąd, że nie powiedziałem Ci o chorobie, każdego dnia tego żałuje, nie wiem co by było, gdybym miał Cię już nigdy nie zobaczyć to...
-Źle zrobiłeś, ale ważne że już wszystko dobrze, że mam cię przy sobie!
-To najważniejsze, a jeszcze ten szkrab...
-Jest strasznie podobna do Ciebie Panie Malik- powiedziała z uśmiechem Destiny.
- Ale ma twój uśmiech wiesz? Ten taki kiedy na mnie patrzysz, jakbym był jedyną osobą na świecie.
-Będzie łamała serca chłopcom, tak stwierdził Harold.
- A on jak zwykle o jednym. - Odpowiedział z rozbawieniem Zayn.
-Pójdziemy jeszcze do ogniska? Chciałabym jeszcze chwilę tam posiedzieć. 
- Chodź mała.
Nikogo już tam nie było, ognisko ledwo się tliło, wiał przyjemny letni wiatr. Usiedli razem na hamaku i bujali się w powolnym rytmie. Trzymał w ramionach cały swój świat, kobietę bez której nie wyobrażał sobie życia. Ona była przy osobie, która dawała jej szczęście, dzięki niemu się uśmiechała.


Dzwonek do drzwi, dopiero 8. Chłopcy na próbie niemożliwe, że któryś zapomniał kluczy, niemożliwe.  Wstała więc ociężale i wędrowała do drzwi wejściowych, nie sprawdziła nawet kto to i po prostu otworzyła, jednak szybko tego pożałowała bo za nimi stała jej matka. 
- Co Ty tu robisz?
- Des...
- Pytam co tu robisz? I nie mów tak do mnie...
- Córciu..
 











- Teraz córciu? Teraz? Chyba trochę za późno na takie zmiany żegnam,... - już chciała zamykać drzwi, kiedy się opamiętała.
- Proszę, wiem że nie zasłużyłam, ale...
- Ale co? Mów, masz 5 minut...
- Mogę wejść? Powiem co mam do powiedzenia i zniknę z twojego życia...
 - No dobrze chodź.

Nie umiała odmawiać, tak cholernie nie umiała.  Pomimo tego ile wycierpiała przez tą kobietę, nie była w stanie odmówić jej rozmowy, w końcu to dzięki niej żyje. Usiadła przy stole w kuchni razem z jej rodzicielką i spojrzała na nią wymownie. Tamta natomiast  siedziała ze spuszczoną głową, nadal była tą samą elegancką damą, jednak jej twarz zdawała się wyrażać jakieś uczucia. To zdziwiło Destiny, zawsze przecież byłą uśmiechnięta, nie wiedziała co to smutek, żal, gorycz. Może coś ją mieniło? Może coś się stało? Chciała wszystkiego się dowiedzieć, już, natychmiast!
- Więc? O co chodzi?  - spytała młoda brunetka.
- Przepraszam za wszystko...
Des nie mogła uwierzyć, własnym uszom, myślała, że ona tylko chciałby to usłyszeć, a tak na prawdę jej matka nic takiego nie powiedziała, patrzyła na nią z szeroko otwartymi oczami i lekko uchylonymi ustami. Nie starała się ukryć zdziwienia, bo wiedziała, że nie ma na to nawet szans.  
- Że co proszę?
- Przepraszam, za to jaką byłam matką, za to że nie opiekowałam się tobą, za to że nigdy nie zaznałaś od nas takiej miłości jak powinnaś, za to że nie doceniałam Cię jako córki, przepraszam, że nie było mnie i ojca w najważniejszych momentach w twoim życiu, największy błąd jaki popełniłam w życiu to właśnie to, że pomimo tego, że miałam obok tak wspaniałą córkę, nie obdarzyłam ją uczuciem jakim powinnam... Żałuje teraz tego, bo widziałam kiedyś mamę,yyy... Zayna?
-Tak ma na imię Zayn...
- Więc widziałam ją z waszym dzieckiem, widziałam w gazecie i zazdrościłam jej, coś we mnie pękło, od tamtej pory widziałam tylko szczęśliwe i uśmiechnięte babcie, ciągle w każdym państwie widywałam kobiety z dziećmi, albo ze swoimi matkami, byłam u psychologa, bałam się że wpadam w obłęd.... Powiedział, że to wyrzuty sumienia...
- Nie wiesz jak to było, ciągle sama, zero uczucia...
- Wiem, że pewne nie wybaczysz mi tego, ale przyszłam przeprosić i... spytać czy jest jakaś szansa, żebym mogła czasem tu przyjść? Chociaż na minutkę, żeby zobaczyć ciebie i małą?
- Nie wiem czy...
- Zrozumiem jeśli odmówisz, po tym wszystkim nie mam prawa...
- Nie chodzi o to że miałam źle w życiu, inni mieli gorzej, miałam dom, ciepłe miejsce, ubrania, jedzenie, niektórzy nawet tego nie mają, żyłam w luksusie... ale żadne pieniądze świata, żadne drogie prezenty nie były w stanie zastąpić mi was...


- I tak po prostu tu przyszła? - spytał mulat leżąc z Destiny na łóżku. 
- Tak i była... jakby smutna.. przesz chwilę na prawdę było mi jej szkoda... może na prawdę żałuje tego co było hm? 
- Myślisz, że byłaby w stanie się zmienić?
- Zawsze chodziło o jej dumę, nie dała nikomu poznać nic po sobie, a teraz? Teraz przyszła tu, okazała skruchę i do tego prosiła o coś? To nie w jej zwyczajach  Zayn'ie.  
- Więc może warto dać jej szansę? Nie sądzisz?
- Boję się trochę... Wiesz za każdym razem jak widziałam twoją mamę i Ciebie moja zazdrość była... nie da się tego określić... tak słodko do Ciebie mówiła... przytulała Cię... jak cie całowała w czoło siedząc obok Ciebie... Wtedy zobaczyłam czego mi brakowało w dzieciństwie i czego nie może nigdy zbraknąć Victorii. 
- Małej tego nigdy nie zabraknie, ma dwoje ześwirowanych rodziców, miłości pod dostatkiem - uśmiechnął się do Des promiennie. 
- Będziemy najlepszymi rodzicami na świecie?
- Tego nie wiem, ale na pewno się postaramy prawda?
- Ja tak, ale ty to nie wiem, jesteś takim leniem, że nie będzie Ci się chciało pewnie dupska ruszyć, żeby wyjść z dzieckiem na plac zabaw czy gdzieś indziej. - zaczęła chichotać Hopkins.
- ooooo nie, a ja miałem Ci coś dzisiaj pokazać, al za takie teksty to idę spać dobranoc!
Odwrócił się na bok i zacisnął mocno powieki, ona wiedziała, że udaje, dlatego postanowiła się z nim troszkę podroczyć. Wstała z łóżka, podeszła od jego strony i bacznie się mu przyglądała, wiedziała, że długo tak nie wytrzyma. 
- Dobrze panie Malik, jak pan chce też idę spać dobranoc. - Objęła jego twarz w swoje dłonie i pocałowała w usta, to przeważyło szalę i chłopak z powrotem wciągnął ją na łóżko. 
- Śpi pani ze mną! 
- Nie? Śpię u siebie, po ślubie takie rzeczy! - strasznie ją to rozbawiło co powiedziała, a jego wręcz przeciwnie.
- Wyjdziesz za mnie? - spytał poważnie.
- Co? Zayn żartowałam przecież.
- Ale ja pytam poważnie. 



Wyszła stamtąd, sama dokładnie nie wiedząc czemu. Wypłakiwała się do poduszki, nadal nie wiedząc czemu. Może miała sobie za złe, że wypaliła taką głupotę? To z jego własnej inicjatywy powinno wyjść to pytanie, do tego chociaż plastikowy pierścionek świadczący o tym, że jest jego, że nikt inny nie ma do niej dostępu. Drzwi powoli się otwierały i wiedziała dokładnie kogo w nich zobaczy, bo wszyscy inni już spali. Podszedł do niej wziął ją w ramiona i niósł w nieznane. Nie odzywała się nadal, mając jeszcze na policzkach ślady słonych łez. Jechali dość długo, sama nie wiedziała dokładnie dokąd, latarnie oświetlały drogę, a niebo było czyste i gwieździste. W radio leciało "I see fire" Sheeran'a nadając magiczny klimat tej chwili. W końcu Malik zatrzymał samochód i wysiadł z niego. Otworzył drzwi dziewczyny i podał jej rękę.
- Możesz wysiąść na chwilę?
- Dobrze. 
Podszedł z nią na skraj wzgórza, z niego było widać całe miasto, myślał, że to będzie idealna atmosfera i idealna sceneria. nadal w tle słychać było piosenkę Ed'a. On klęknął przed nią i widząc jej zdziwienie od razu zaczął.













-Bałem się pytać wcześniej, miałem już pierścionek, ale nie miałem pojęcia jak zareagujesz. Ale dzisiaj... dzisiaj dodała mi odwagi, dlatego chciałbym zapytać czy Ty Destiny Hopkins wyjdziesz za mnie i uczynisz mnie najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi? 
Dziewczyna oszołomiona nagłym obrotem sprawy nie wiedziała co ma powiedzieć, widziała tylko małą czerwoną paczuszkę w środku, której znajdował się złoty pierścionek z diamentowym serduszkiem. i to jego przenikliwe spojrzenie, kilkudniowy zarost i oczy pełne nadziei. 
- Tak. - ledwo wręcz słyszalnie odpowiedział do chłopaka, ten natychmiast założył jej pierścionek i przyciągnął ją do siebie. Złączyli się w pocałunku, teraz było pewne jest jego, tylko jego do końca życia. 
- Mam nadzieję, e nie zrobiłeś tego tylko przez moje głupie teksty?
- Tylko przez to..
- Co? - spytała zaskoczona po raz kolejny dzisiejszego dnia.
- No tylko dlatego - zaczął się śmiać - w ciągu 15 minut kupiłem pierścionek wiesz mała? 
- Oj głupi jesteś! Kiedy go kupiłeś?
- Wtedy pamiętasz, kiedy wszedłem do pokoju i zemdlałem, chciałem go wziąć z szuflady, pokazać ci go, ale... nie udało się, czekał rok na ciebie i bałem się, że będę musiał go sprzedać, bo Ty i Niall....
- Ciii... tak jest miło, nie traćmy tej chwili dobrze?
- Chodź mam kocyk, usiądziemy na ławce, chwile posiedzimy i wracamy bo jest grubo po 2 w nocy...



===========================================
łojjjjj przepraszam znowu za wieczność nieobecności.. ;/
miałam matury i jeszcze to pieprzone zdrowie, już miałam dość...
Ale obiecałam Wam, że skończę to opowiadanie więc biorę się ostro do pracy!
Zostało już kilka rozdziałów, które mogę policzyć na palcach jednej ręki, ale...
TU RU TUTUTUT TT UUU UU  mam pytani czy chcecie żebym pisała inne nowe zupełnie z innej beczki opowiadanie? :D
Jeśli będziecie chętne to zacznę je już w lipcu.! :D
Także ten, no co ja miałam.... aaa przepraszam, że taki krótki i dziwny ten rozdział, ale no ;/
PRZEPRASZAm!!!!!
Zrozumiem, jeśli nikt już go nie przeczyta i nie skomentuje xd
Bo ileż można czekać! XD
ALE DZIĘKUJĘ, ZA KAŻDE MIŁE SŁOWA KTÓRE MOGŁAM PRZECZYTAĆ W WASZYCH KOMENTARZACH, DZIĘKUJĘ ZA OBECNOŚĆ, ZA PONAD 50 000 WEJŚĆ NA BLOGA, ZA PRAWIE 50 OBSERWATORÓW, JESTEŚCIE NAJLEPSI POD SŁOŃCEM!!!!!!
Do napisania! :*
Olcirek! <3
xoxo